Rozmowa o demokracji

 

Czy grozi nam totalitaryzm partyjny?

 

 

Niedziela, Częstochowa 28 VII 2002

Choć na początku XXI wieku świat przestał być scena konfrontacji dwóch supermocarstw, nadal jest pełen nowych napiec. Jesteśmy bowiem świadkami głębokich przemian społecznych, politycznych i gospodarczych, które pomimo że rokują nadzieje na lepsze jutro, nierzadko budzą lek i niepokój.

 

Czy nowe procesy mogą stać się zagrożeniem dla demokracji? Przeprowadziłem rozmowę na ten temat z kilkoma wybitnymi profesorami, członkami Papieskiej Akademii Nauk Społecznych: prof. Pedro Morandé Courtem (dziekanem Wydziału Nauk Społecznych na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Santiago de Chile), ks. prof. Michelem Schooyansem (emerytowanym profesorem Uniwersytetu w Louvain, specjalista z dziedziny filozofii polityki i współczesnych ideologii) i prof. Jerzym Zubrzyckim (polskim naukowcem pracującym w Australii w "Jesuit Research Centre").

Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: - Jak przedstawia się obecnie światowa demokracja?

PROF. JERZY ZUBRZYCKI: - W krajach Ameryki Łacińskiej i Afryce, w których demokracja panuje od niedawna, przeżywa ona kryzys. Choć widoczne są pewne przejawy demokracji, tzn. organizowane są wybory, ludzie mają poczucie świadomości, że są równi i mogą wybierać władze, nie istnieją jednak struktury, które kontrolowałyby wprowadzanie w życie zasad demokra­cji. Chodzi o to, by w państwie istniał rozdział między władzą ustawodawczą. wykonawczą a legislacyjną. Nie można mówić o demokracji tam, gdzie zaciera­ją się granice między tymi rodzajami władzy, a tak jest w wielu krajach pół­kuli południowej.

W państwach o tradycjach demokratycznych można obserwować także pewien kryzys demokracji związany z procesami globalizacji, które sieją w społeczeństwie niepokój i stwarzają poczucie zagrożenia i niepewności o przyszłość. Mieszkam w Australii, kraju, który cieszy się jedną z najstarszych demokracji na świecie, lecz i tam istnieją obawy związane z napływem uchodźców azjatyckich.

My jako członkowie Papieskiej Akademii staramy się szerzyć wartości, które umacniają demokrację, i walczyć z relatywizmem moralnym. Możemy do tego przyczyniać się naszą działalnością naukowa i dydaktyczną. Rzecz w tym, że mało kto na świecie studiuje katolickie nauczanie społeczne. Poza tym krajowe i lokalne komisje "Iustitia et Pax" nie zawsze dobrze działają. Według mnie i wielu moich kolegów z Akademii, komisje te powinny bardziej zdecydowanie interweniować, piętnując nadużycia, korupcję i skandale polityczne.

PROF. PEDRO MORANDÉ COURT: - Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, co oznacza demokracja. Według mnie, należy rozróżnić dwa aspekty zagadnienia. Pierwszy dotyczy państwa demokratycznego, tzn. państwa, które gwarantuje obywatelowi respektowanie jego podstawowych praw. Drugi - to szczególny system władzy, w którym okresowo obywatele wymieniają członków organów aparatu państwowego, począwszy od rządu.

Na świecie istnieją różnorodne systemy demokratyczne: parlamentarny, prezydencki, monarchiczny. We wszystkich systemach demokratycznych zasadniczą rolę odgrywają partie polityczne. Rzecz w tym, że to właśnie partie proponują swych kandydatów na stanowiska we władzach państwowych, a społeczeństwo nie ma na to wpływu.

- Czy nie można by wprowadzić na szeroką skalę demokracji bezpośredniej, gdy sami obywatele podejmują decyzje państwowe, tak jak to dzieje się w niektórych kantonach w Szwajcarii?

 

P. M. C.: - Na pewno nie. Jednak w niektórych państwach demokratycznych obowiązuje system, którego nie zawahałbym się określić "partyjną tyranią". Obywatel spoza systemu partyjnego nie ma żadnej szansy, by aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym. Może tylko śledzić kampanie wyborcze, nierzadko bardzo kosztowne, i brać udział w głosowaniu.

- Czy oprócz systemu "partyjnej tyranii" istnieje jednak jakaś realna alternatywa?

P. M. C.: - Obecnie nie ma alternatywy, lecz uważam, że partie powinny podjąć wysiłek wewnętrznego demokratyzowania się. Na przykład - na stanowiska partyjne powinni być wybierani również ludzie z tzw. bazy partyjnej.

- Przejawem odrzucenia przez społeczeństwo "partyjnej tyranii" jest zmniejszająca się liczba obywateli uczestniczących w wyborach z jednej strony, a z drugiej - głosowanie na ugrupowania polityczne, które partie "tradycyjne" określają mianem populistycznych lub ekstremistycznych. Przecież dziś ludzie mogą sami tworzyć związki i organizacje, czego najlepszym przejawem jest działalność wielkiej liczby organizacji pozarządowych. Jaką rolę mogą odegrać tego typu organizacje w umacnianiu demokracji?

P. M. C.: - Działalność tych organizacji stwarza dodatkową możliwość kontroli rządów i innych organów władzy przez społeczeństwo. Mogą one również poddawać pod dyskusję politykom poważne argumenty, którymi się interesują. Trzeba jednak zaraz dodać, że w społeczeństwach tak złożonych, jak współczesne społeczeństwa zachodnie, istnieje bardzo wiele ideologicznych i gospodarczych grup wpływów, które wywierają presje na rządy.

KS. PROF. MICHEL SCHOOYANS: - Organizacje pozarządowe mają bardzo różnorodny charakter, a było to widać podczas demonstracji w Genui i podczas spotkania w Porto Alegre. Generalnie rzecz biorąc, powstanie organizacji pozarządowych i ruchu antyglobalistycznego jest reakcją na system, który nazwałbym "partyjnym feudalizmem", i oznacza bunt przeciwko społeczeństwu w jego współczesnej formie. Partie mają dziś wielką władzę i często nadużywają demokracji: przypisują sobie rolę reprezentowania społeczeństwa, lecz nie zawsze tak jest. Prof. Morandé zwrócił już uwagę na fakt, że to właśnie partie proponują swych kandydatów na stanowiska, a ludzie nie mają na to wpływu. Warto także odnotować, że konstytucje wielu państw nie wspominają o partiach, a co za tym idzie, nie uznają ich roli w państwie. Wszystko to sprawia, że wielu ludzi, szczególnie młodzież, bun­tuje się przeciwko systemowi demo­kratycznemu, który opiera się na działalności partii. Gdy wykładałem na uniwersytecie, miałem kontakty z wieloma studentami. Większość z nich twierdziła, że nie ma sensu angażować się w działalność polityczną. Natomiast ci, którzy wstępowali do partii, byli rozczarowani ich hierarchiczną organizacją, w której młodzi nie mają wiele do powiedzenia.

Poza tym w partiach obowiązuje "dyscyplina partyjna", co oznacza, że posłowie muszą głosować zgodnie z linią partii, a nie według własnego sumienia (to sprawa bardzo delikatna, szczególnie gdy w grę wchodzą problemy natury moralnej i sprawa obrony życia). Jest to antydemokratyczne, a w niektórych państwach nawet antykonstytucjonalne. Ludzie wybierają polityka, ponieważ chcą, by ich reprezentował. W praktyce okazuje się, że polityk reprezentuje tylko partię, która narzuca mu swą linię działania. Dlatego w Belgii wszyscy socjaliści i liberałowie gło­sują za eutanazją. Jeżeli któryś z nich ośmieliłby się głosować przeciw tak jak mu dyktuje sumienie - partia nie wystawiłaby go do następnych wyborów.

Młodzi z organizacji pozarządowych i niektórych ruchów "no-global" przeciwstawiają się tej grze partii politycznych, jak również pewnej logice globalizacji i regułom działania narzucanym przez wielkie, międzynarodowe organizacje i koncerny, które w praktyce czynią demokrację pustym słowem.

- Zewsząd słychać głosy, że proces globalizacji powinien być kontrowany przez organizacje ponadnarodowe. Co należy uczynić, ażeby działalność takich organizacji międzynarodowych, jak ONZ, Światowa Organizacja Handlu czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, była prawdziwie demokratyczna?

P. M. C.: - Organizacje międzynarodowe mają władzę, gdyż została ona im powierzona przez państwa narodowe. Dlatego uważam, że to państwa narodowe powinny być pierwszymi "podmiotami" polityki międzynarodowej i procesu globalizacji. To samo dotyczy Unii Europejskiej, która jest poniekąd rezultatem globalizacji.

M. S.: - W Unii Europejskiej należy zachować rolę państw narodowych, w przeciwnym razie istnieje ryzyko niebezpiecznej koncentracji władzy. W nauczaniu społecznym Kościół katolicki kładzie nacisk na rolę narodu i zasadę pomocniczości. To prawda, że świat staje się "mały" i potrzebę są nowe "narzędzia", aby kontrolować proces globalizacji, lecz nie oznacza to, że instytucjom ponadnarodowym trzeba dawać władzę, która zniweczyłaby niezależność państw. Chociaż modne dziś teorie światowej gouvernence i globalizacji politycznej głoszą właśnie te niebezpieczne idee. Państwa powinny zorganizować się, aby bronić swej niezawisłości i kontrolować organizacje międzynarodowe. Fakt, że ONZ i jej wyspecjalizowane organizacje koncentrują coraz większą władzę w swych rękach, chcą wpływać na życie gospodarcze państw i narzucać im prawa, budzi niepokój. Równie niepokojące jest tworzenie międzynarodowych trybunałów. Są to antydemokratyczne tendencje, które nie liczą się z rolą państwa i grup społecznych.

- Globalizacja polityczna idzie w parze z globalizacją gospodarczą - procesem, którego jednym z rezultatów jest powstawanie gigantycznych koncernów międzynarodowych. Czasami potęga finansowa tych koncernów jest większa niż możliwości ekonomiczne poszczególnych państw. Czy tak wielka koncentracja kapitału w rękach prywatnych nie stanowi zagrożenia dla demokracji?

P. M. C.: - Koncerny międzynarodowe są strukturami gospodarczymi i jako takie powinny respektować niezawisłość państw, w których działają, i ich prawa. Według mnie, problemem nie jest koncentracja kapitału, lecz wiedzy - w wielu państwach ludzie są ubodzy, ponieważ nie mają wykształcenia i przez to nie stanowią konkurencji.

M. S.: - Nierówności ekonomiczne są symptomem nierówności w dostępie do wiedzy i w wykształceniu. W dzisiejszym świecie prawdziwym ubóstwem jest właśnie brak wiedzy.

- Jan Paweł II wzywa do solidarności społecznej i do solidarności między państwami. Czy solidarność można pogodzić z dominującym w dzisiejszych społeczeństwach liberalizmem, który zasadza się na bezwzględnej konkurencji i darwinizmie społecznym?

M. S.: - Zbyt często używa się słowa "solidarność", aby ukryć szerzący się darwinizm społeczny, tzn. system przemocy, który wyklucza najsłabszych. Zadaniem chrześcijan jest obrona prawdziwej solidarności całej rodziny ludzkiej, a ta idea będzie punktem centralnym "katechizmu" społecznego nauczania Kościoła. Dzieci jednego Boga powinny pomagać sobie nawzajem, czuć się odpowiedzialne jedne za drugich i być "dobrymi samarytanami" dla ubogich. Z idei solidarności chrześcijańskiej wywodzi się poczucie powszechnego braterstwa i miłości. To także jest orędzie nowej ewangelizacji.

P. M. C.: - Uważam, że solidarność należy rozumieć w sposób bardzo konkretny. Pierwszym gestem solidarności jest dawanie życia (w bogatej Europie gwałtowny spadek urodzeń jest przejawem egoizmu). Podstawą życia rodzinnego jest solidarność. Wychowywanie i nauczanie jest także bardzo ważnym aktem solidarności. Nauczyciel nie tylko przekazuje wiedzę, ale również uświadamia hierarchię wartości i wyrabia pogląd na świat. Tworzenie miejsc pracy przez przedsiębiorców i uczciwe jej wykonywanie przez zatrud­nionych to także konkretne przejawy solidarności.

Chciałbym także podkreślić, że uczenie solidarności nie jest czystym morali­zmem, gdyż solidarność łączy się z dobrze pojętym interesem każdego z nas.

M. S.: - Człowiek grzesznik koncen­truje się na samym sobie: chce konsu­mować, mieć władzę i korzystać z różnego rodzaju uciech. Natomiast logika Ewangelii jest przeciwnością logiki hedonistycznej, stawia bowiem na central­nym miejscu solidarność. My, chrześcijanie, musimy wnosić tę logikę solidar­ności do instytucji politycznych i gospodarczych. Niełatwe to zadanie, ponie­waż ścieramy się z egoizmem ludzi grzeszników; jest to jednak nasza droga krzyżowa, która jest także drogą zbawienia.

- Dziękuję za rozmowę.